W samolocie Air Niugini przywitał nas charakterystyczny dla Papui zapach. Oczywiście nie udało się nam wylecieć na czas, odlot opóźniła drobiazgowa kontrola na lotnisku. Lot minął bardzo szybko - prawie cały przespałem.
Po przylocie odstaliśmy swoje w kolejce, zapłaciliśmy po 18$ i dostaliśmy wizę turystyczną. Oczywiście papuaski urzędnik miał “problemy” z pomnożeniem 18 * 4 i wyszło mu odrobinę więcej niż 72$, ale szybko wyjaśniliśmy sprawę i została nam tylko odprawa celna.
Gdy zauważyliśmy, że kontrolerki drobiazgowo przeczesują wszystkim bagaże, postanowiliśmy przyznać się w deklaracji do przewożonej przez nas kiełbasy. Ponieważ Papuasi zabraniają przywożenia do ich kraju kiełbas, mięs i roślin, kontrolerki zaczęły nam konfiskować kiełbasy “do zniszczenia”. Szczęśliwie miałem “towar” rozłożony po całej walizce, więc wręczyłem kobiecie dwie paczki z kabanosami, a ta nie szukała już dalej. Dzięki temu wybiegowi uchroniłem przed zniszczeniem (przez spożycie) dwie paczki krakowskiej.
Po kontroli szybko przemieściliśmy się do terminala krajowego, skąd polecieliśmy do Mt. Hagen. Lot trwał godzinę, a na płycie lotniska (!) czekał już na nas Krzyś z kolegami. Po przywitaniu i odebraniu bagaży pojechaliśmy do siedziby zaprzyjaźnionych Michaelitów, gdzie mieliśmy zaplanowany pierwszy nocleg.
W Mt. Hagen nie było ani parno, ani gorąco. Klimat był całkiem przyjemny, a w nocy było nawet chłodno…
Kolacja i nocne Polaków rozmowy zakończyły ten pełen wrażeń dzień.

No comments
RSS dla komentarzy tego wpisu