Dziś po porannej mszy uczestniczyliśmy w spotkaniu z ministrantami. Wypytywali nas o wiele rzeczy. Przy rozmowie na temat zawodu Krzyś musiał się nieźle napocić, żeby wytłumaczyć im co ja tak naprawdę robię, i po co. Większość z nich nie widziała nigdy na oczy komputera, więc wydaje mi się, że do końca nie załapali o co chodzi.
Dziwny jest ten kraj. Mają cenne bogactwa naturalne - złoto i ropę nafową. Kraj urzymuje się z opłat za ich eksploatację. Nie ma podatków, a mimo to lokalny przemysł praktycznie nie istnieje. Żywność, ubrania i większość kupowanych tu rzeczy sprowadzana jest z Australii. Rząd nie jest zainteresowany rozwojem przemysłu i powstawaniem lokalnych firm, bo - jak twierdzą niektórzy - musieli by wydać na to część państwowych pieniędzy, a tak mogą wydać je na swoje prywatne potrzeby.
Z drugiej strony ludzie są bardzo ciekawi świata, ale nie mają jak zaspokajać tej ciekawości. Gdyby mieli dobre drogi, prąd, telefony i internet, ich rozwój mógłby być bardzo szybki. A tak tylko niewielką grupę mieszkańców, żyjących na terenach ropo- lub złotonośnych, stać na podróżowanie poza Papuę i poznawanie świata.

No comments
RSS dla komentarzy tego wpisu