Droga z Ialibu do Madang zajęła nam 13 godzin. Była dość męcząca, ale piękne widoki rekompensowały nam trudy podróży.
Szczęśliwie nikt nas po drodze nie napadł. Podobno ostatnio policja rozprawiła się z raskalami i jest teraz przez jakiś czas w miarę bezpiecznie.
Ok 200km przed Madang droga schodzi z gór. W dość szybkim tempie wysokość spada o 1500m, temperatura rośnie, wilgoć oblepia ciało, wkraczamy w klimat tropikalny. Następne kilkadziesiąt kilometrów prowadzi przez przepiękną równinę otoczoną górami. Mijamy różne plantacje: ananasy, kokosy, banany, trzcina cukrowa. A wszystko to rozciąga się na płaskiej jak talerz przestrzeni.
Wyprawa na wybrzeże - zjazd w dół Wyprawa na wybrzeże - plantacje
Przed autem przelatują nam papugi kakadu - podobno bardzo łatwe do oswojenia. Kupowane na rynku znają przynajmniej jedno zdanie: koki kaj kaj (kakadu jeść).
Do Madang docieramy już po zmierzchu. Księża odprawiają mszę i jedziemy na kolację do “Ocean restaurant”. Jedzenie wspaniałe. Po kolacji jedziemy jeszcze na basen - do najlepszego hotelu w mieście - “Madang resort”. Właściciel jest bardzo przyjazny misjonarzom i wszyscy mają darmowy wstęp na basen.