Moja pierwsza noc w tropiku jest gorąca i bardzo głośna. Na początku koncert dają cykady, później jakieś żaby, a nad ranem różnego rodzaju ptaki. Od samego rana wszystko lepi się od panującej tu wilgoci i gorąca. Nie da się tu długo spać, więc wstajemy wcześnie.
Po porannej mszy św. wybieramy się do centrum na małe zakupy. Odwiedzamy kilka marketów i miejscowy rynek. Można tu kupić różne tradycyjne wyroby, jednak zakup pamiątek odkładam na później.
Po zakupach jedziemy do hotelu/restauracji Jais Aben. W drodze przydarzyła nam się dziura w oponie i musieliśmy zmieniać koło.
Po dojechaniu na miejsce okazało się, że jest to pięknie usytuowany lokal – siedzimy przy zatoce, z widokiem na ocean, jemy rybny lunch i wskakujemy do wody. Malownicze widoki i ciepłą woda sprawiają, że pływa się wspaniale. Podobno w zatoce jest zatopiony japoński samolot z czasów drugiej wojny światowej. Bez sprzętu do nurkowania jednak nic nie udaje się nam zobaczyć. Gdybyśmy zapisali się na kurs w tutejszej szkole nurkowania, moglibyśmy przyjrzeć mu się z bliska, jednak nie mamy na to czasu.
Sielankowy nastrój psuje zardzewiały gwóźdź w molo, który wbija mi się w stopę. Na szczęście mamy ze sobą objazdowy punkt opatrunkowy z Kagua. Krzyś opatruje mi ranę i na tym kończę na razie moją kąpiel w oceanie.
Na kolację jedziemy w to samo miejsce. Tym razem zamawiam krewetki w sosie słodko-kwaśnym, które udaje mi się zjeść przy pomocy pałeczek. Jedzenie oczywiście smakuje wyśmienicie.
Po powrocie do ojca “Golego” – u którego nocujemy – okazuje się, że urządza on właśnie festyn dla młodzieży, na którym stajemy się chwilową atrakcją. Spać idziemy wcześnie, bo przecież rano znów obudzi nas upał i ptaki.
Dziś po śniadaniu pojechaliśmy zwiedzić miejscowy uniwersytet. Pracuje w nim kilkoro Polaków, których oczywiście odwiedzamy. Uniwersytet jest bardzo uroczym miejscem – spędzamy tam kilka godzin.
Później jedziemy odwiedzić szkołę dla dziewcząt, w której uczą się one jak być dobrymi gospodyniami domowymi. Jedziemy zwiedzić cmentarz misyjny i wracamy do Jais Aben. Cały dzień słońce grzeje dość intensywnie, dlatego resztę dnia spędzam w cieniu.



No comments yet
RSS dla komentarzy tego wpisu