Dziś po śniadaniu pojechaliśmy na zakupy pamiątek. Odwiedziliśmy sklepiki przy Resort Hotel i rozpoczęło się kupowanie.
Gdy ks. Jan chciał kupić 20 wisiorków, Krzyś wziął się za targowanie ceny. Niestety kobieta nie chciała nic opuścić, a nawet kazała Krzyśkowi zamilknąć i iść sobie. W tej sytuacji stwierdziliśmy, że nic więcej u niej nie kupimy. Zaczęliśmy kupować dookoła, a kobieta, gdy zobaczyła ile zostawiamy pieniędzy zaczęła się awanturować i krzyczeć, żebyśmy stąd szli i u nikogo nie kupowali. Była wściekła, bo zobaczyła, że inne kobiety zarabiają na nas a ona nie. Na koniec do awantury dołączył się jakiś facet i zaczął wrzeszczeć, że mamy sobie stąd iść i nie wracać. Zaczął nas wyzywać.
Poszliśmy więc sobie i resztę pamiątek nabyliśmy na miejscowym rynku. Moi towarzysze podróży kupowali olbrzymie ilości pamiątek, ja kupiłem tylko dwie małe maski, bulim (pleciona torba na ramię) z kokosa. Kupiłem również przyrząd, który mężczyźni z Sepiku nakładali sobie kiedyś na przyrodzenie i chodzili w tym wstydząc się chodzić zupełnie nago – to wersja mężczyzny, który mi to sprzedawał.
Z marketu wyszliśmy z dużą ilością zakupów i delikatnym lękiem, przed kradzieżą, które zdarzają się tu na porządku dziennym.
Lunch i całe popołudnie spędziliśmy w Jais Aben pluskając się w oceanie i grając w karty. Wieczorem wybieramy się na pizze.
Jutro część naszej grupy wraca do Mt. Hagen, żeby odwiedzić parafię ks. Mariana. Zostaniemy tu tylko ja, Krzyś i ks. Marek K.

No comments yet
RSS dla komentarzy tego wpisu